Na półce supermarketu słoik miodu wielokwiatowego i słoik miodu Manuka stoją obok siebie. Trudno na pierwszy rzut oka zobaczyć, czemu jeden kosztuje 10 razy tyle co drugi. Zaczyna się od jednego kwiatu i kilku tygodni w roku.
Krzew, który nie czeka
Leptospermum scoparium, po maorysku Manuka, to dziki krzew rosnący w Nowej Zelandii i na wschodnim wybrzeżu Australii. Nie jest uprawiany w sposób rolniczy. Rośnie na nieużytkach, stromych zboczach i w miejscach, do których wygodna droga zwykle nie prowadzi.
Kwitnie raz w roku. Czas kwitnienia to od dwóch do sześciu tygodni, zazwyczaj między listopadem a lutym na półkuli południowej, czyli w środku nowozelandzkiego lata. Okno kwitnienia różni się w zależności od regionu, wysokości nad poziomem morza i warunków pogodowych danego roku.
Wyścig z zegarem
Pszczelarze muszą być w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. W Nowej Zelandii oznacza to nierzadko transportowanie uli ciężarówkami lub helikopterami do odległych terenów, gdzie akurat zaczynają kwitnąć krzewy. Za wcześnie czy za późno, a sezon przepadł na kolejny rok.
Jeden ul w trakcie sezonu kwitnienia Manuką produkuje od jednego do kilku kilogramów miodu. Dla porównania, ul z dostępem do zróżnicowanego letniego pożytku w Polsce może zebrać kilkadziesiąt kilogramów. Ta dysproporcja przekłada się bezpośrednio na cenę półkową.
Dojrzewanie po zbiorze
Miód zebrany podczas sezonu trafia do dojrzewalni. Stężenie methylglyoxalu, głównej substancji bioaktywnej, rośnie przez kilkanaście miesięcy nawet po zebraniu z ula. Dobrzy producenci poddają miód kontrolowanemu leżakowaniu i certyfikują poziom MGO dopiero po tym procesie.
Od kwiatu do słoika na Twoim blacie mija zazwyczaj rok lub więcej. Kiedy to wiesz, cena przestaje zaskakiwać.

